Poniedziałek, 27 czerwca 2016

Specjaliści radzą: Zamiast się użalać, pozwól alkoholikowi spaść na dno. Szybciej się od niego odbije

Przed oblicza członków Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych trafiają uzależnieni, kierowani tu przez policję, straż i MOPS

Fot.: Adam Zakrzewski

Grażyna Ostropolska

Jerzy G. notorycznie się upija, ustawia telewizor na maksymalną głośność, wydaje nieludzkie odgłosy i wrzaski, jest agresywny wobec kobiet i dzieci. Podpowiadamy, jak zmusić alkoholika do leczenia, gdy stawia zacięty opór.

Przed Miejską Komisją Problemów Alkoholowych w Bydgoszczy stawia się rokrocznie około 400 uzależnionych obywateli naszego miasta. Są wśród nich bydgoszczanie z tytułami naukowymi i bezdomni. W różnym wieku, bo zgubny nałóg może dopaść każdego. I dopada...


W grudniu w publikacji „SOS dla Jurka, bydgoskiego pisarza, cierpiącego na alkoholizm” pisaliśmy o naszym koledze: znakomitym pisarzu Jerzym G., któremu grozi eksmisja z mieszkania.

Cytowany na wstępie opis jego poczynań pochodzi z oficjalnego pisma, jakie kilka dni temu wystosowała do sądu, policji oraz naszej redakcji Spółdzielnia Mieszkaniowa „Zjednoczeni”.

„Apelujemy o niezwłoczne podjęcie wszelkich, skutecznych i prawem dozwolonych działań, mających na celu przymuszenie do leczenie w środku terapeutycznym chorego i uzależnionego od alkoholu członka naszej spółdzielni Jerzego G.” - czytamy w piśmie „Zjednoczonych”. W sierpniu, po licznych interwencjach sąsiadów i policji zarząd SM, spotkał się z G., grożąc mu eksmisją. Jerzy G. napisał wtedy oświadczenie, że dobrowolnie podda się leczeniu i nie będzie zakłócał spokoju sąsiadom, ale... - Jeszcze tego samego dnia doszło do interwencji policji - słyszymy.

Grozi śmiercią


Nie jest tajemnicą, że dwa lata temu pijany G. groził samobójstwem, stojąc na balustradzie X piętra wieżowca, skąd ściągała go straż pożarna. - Od jakiegoś czasu grozi też śmiercią swoim sąsiadom - stwierdza zarząd SM „Zjednoczeni” i domaga się błyskawicznych działań, by zapobiec tragedii.

Pani Maria , najbliższa krewna chorego pisarza, który jest człowiekiem samotnym, czuje się bezsilna. - Interwencje policji i pogotowia nie dają rezultatu. Podobnie jak nakładanie na niego kilkusetzłotowych grzywien, więc zaapelowałam do kuratora, który sprawuje nadzór nad Jurkiem, by wystąpił do sądu z wnioskiem o jego przymusowe leczenie - informuje kobieta.

W sądzie wyznaczono już termin rozprawy, ale... - Jeśli wezwany się na nią nie stawi, sąd będzie musiał wydać postanowienie o przymusowym doprowadzeniu i sprawa znów się przeciągnie - słyszymy.

Odbić się od dna


W Polsce nie jest brakuje ośrodków leczenia alkoholizmu, nie ma też kolejek na taką terapię.

- Problemem jest przekonanie alkoholika, by poddał się leczeniu. Powinni go do tego zmotywować psychoterapeuci, ale ci siedzą w ośrodkach i tam czekają na pacjenta. A namawianie chorego do leczenia spada na nasze barki - skarżą się kuratorzy. Uważają, że rodzina alkoholika też nie jest przygotowana do takich rozmów - Źle czynią, piorąc, sprzątając i dając jeść pijakowi, bo jeśli go zostawią i on sam spadnie na dno, to szybciej się od niego odbije - oceniają kuratorzy.

Adam Dudziak, szef Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, do której trafiają uzależnieni, kierowani zwykle przez policję, straż miejską lub MOPS, przypomina, że w myśl ustawy o wychowaniu w trzeźwości leczenie odwykowe jest dobrowolne, ale gdy uzależniony demoralizuje nieletnich, powoduje rozkład rodziny lub zakłóca spokój sąsiadom, sąd na wniosek komisji może orzec jego przymusowe leczenie.

Barbara Domagała, szefowa Bydgoskiego Ośrodka Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, ma duże doświadczenie w niesieniu pomocy uzależnionym i ich najbliższym. - Trzeba pamiętać, że u niektórych alkohol powoduje rozluźnienie hamulców i zaburzenie kontaktów z innymi ludźmi. Są wybuchowi, agresywni, nie kontrolują swoich zachowań i zagrażają tym, z którymi obcują - tłumaczy.

Pani Barbara zna sposób, jak tych najbardziej opornych zmusić do leczenia. - Jeśli alkoholik zagraża sąsiadom, mogą go oskarżyć o przemoc psychiczna lub naruszenie miru domowego. Sąd może wtedy wydać wyrok w zawieszeniu i zobowiązać go do leczenia. A jeśli skazany tego nie uczyni, odwiesić wyrok i skierować go na półroczne leczenie odwykowe w więzieniu - podpowiada Barbara Domagała i dodaje:. - Nie znam osoby, która po takim półrocznym, przymusowym, zamkniętym leczeniu nie miałaby świadomości, co się z nią dzieje.

Warto wiedzieć:


O zastosowaniu obowiązkowego leczenia w zakładzie odwykowym decyduje sąd rejonowy w miejscu zamieszkania uzależnionego. Zwykle wszczyna on postępowanie na wniosek gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych lub prokuratora. Jeśli brakuje opinii biegłego, specjalisty od uzależnienia, sąd zarządza takie badanie lub obserwację w zakładzie leczniczym, a jeśli osoba, której to postanowienie dotyczy, nie stawi się na nie dobrowolnie, sąd może zarządzić przymusowe doprowadzenie przez policję. Sąd może też wyznaczyć kuratora do nadzorowania leczenia alkoholika.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 01-02-2016 04:16

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Tworzenie Bałaganu Społecznego........! ! ! : Nawiązującego do Produkowania Ludzkiej Bezdomności Patologi Wtórnej

    Odpowiedz

  2. 31-01-2016 16:15

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Nikomu nie grożą Eksmisją.: Sami składają wnioski o eksmisje To rozbijanie Rodzin i tworzenie bałaganu Społecznego Nie potrafią sobie rady dać z alkoholikiem

    Odpowiedz

Jest impreza!

forum bydgoskie